Odliczamy - kalendarz adwentowy 2014

Sunday, November 30, 2014


Witajcie Moi Drodzy!

Jazda bez trzymanki - tak mogę podsumować miniony tydzień, dwa dni pod rząd spałam tylko 5 godzin, napięty harmonogram każdego dnia, aż w końcu upragniona sobota, na którą zaplanowałam sobie co? no jak myślicie?

Mycie okien a jakże! Chciałam koniecznie zrobić to jak najwcześniej i tak naprawdę miało to nastąpić już jakieś kilka tygodni temu, bo po inwazji muszek owocówek nie mogłam na nie patrzeć!

Wstałam rano załamana, zmęczona z zakwasami po ostatnim wycisku na zajęciach fitness a do tego od rana mnóstwo zajęć wokół dziewczynek, jedna śniadanie, inhalacje, syrop, nos zakropić, druga wstała, śniadanie, łóżka pościelić ... a tu druga już woła "mamo pić" ... myślę sobie, zwariuję, w życiu nie umyję, a tu jeszcze pakowanie do kalendarza mnie czeka!

Zwątpiłam ... no i jeszcze podstawowe pytanie: co my dzisiaj będziemy jeść??? Chwila na głęboki wdech, o nie, muszę to zrobić dzisiaj, koniec kropka! 

Udało się Kochani i powiem Wam jeszcze coś - warto było do północy, z okropnym bólem rąk i mięśni, prawie zasypiając, pakować niespodzianki do kalendarza! Dzisiejsze chwile BEZCENNE!!!

To tak tytułem wstępu, a teraz pokazuję Wam to, co starałam się opisać w poprzednim poście :)




W zasadzie wiele się nie zmieniło :) Dodałam czarne zawieszki, miały być gwiazdki, niestety  czarnego kartonu (który nawiasem mówiąc pochodzi z metek ;)) miałam jednak za mało. Biały marker okazał się niezbyt fajnym kumplem przynajmniej do zastosowania na papierze, bo całość farby wsiąka i jest mało widoczny. Wtedy przypomniałam sobie o poczciwej koleżance kredzie!

W środku tak, jak pisałam są niespodzianki do wspólnej zabawy, nie mogę pisać za dużo, bo starsza córcia zagląda na bloga. Idea jest jedna: ma być wspólny czas, piękne wspomnienia i pamiątki, a wszystko po to, aby jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyć i znaleźć w tej codziennej gonitwie czas dla siebie!

Dzisiaj pierwsza niedziela adwentu, więc pierwszy kapcioch wisi w miejscu honorowym czyli na wieszaku. Stwierdziłam, że nie będę wieszać wszystkich obok siebie, może nawet bardziej podkreśli to odliczanie.









Dzisiejszy ranek dostarczył dziewczynkom mnóstwo wspaniałych emocji, przez kilka minut biegały tam i z powrotem, aż w końcu największe emocje były przy otwieraniu! 

Wcześniej wytłumaczyłam o co chodzi, czego mają się spodziewać, dlaczego 4 a nie 24 jak w poprzednich latach. Były zachwycone przed, a tym bardziej po :) :) :)



A co było w środku? No właśnie, tutaj fajna historia ;) Miała być ciastolina, bo dziewczynki ostatnio dużo lepiły z plasteliny, a tu klops. W sklepie spodziewałam się ciastoliny, ale albo była obok albo jej nie było w ogóle i w pośpiechu (jak to ja, ciągle w biegu, ciągle coś do zrobienia i mało czasu) drapnęłam farby do malowania palcami :D Nawet o tym nie wiedziałam, a przy pakowaniu chyba rzeczywiście spałam, bo wyszło dopiero przy otwieraniu!

Początkowo się przestraszyłam, ale to był strzał w dziesiątkę! Malowaliśmy wspólne dzieła, powstały wielkie i przepiękne, a co najważniejsze ogromnie cenne malowidła, które będą naszą pamiątką na całe życie! Jesteśmy z nich dumni a ja bardzo się cieszę, że mój tegoroczny kalendarz tak bardzo spodobał się mojej ukochanej rodzinie! Warto było, oj warto choć wiele mnie to wszystko kosztuje, żeby móc ogarnąć i przygotować ale emocje i wrażenia wielkie i wspaniałe, aż łza kręci się w oku :)




Jedynka już pusta, odliczanie rozpoczęte, dziewczynki już nie mogą doczekać się kolejnej niedzieli i ciągle się zastanawiają co jest w następnych kapciochach, a ja im wtedy powtarzam, że na tym właśnie polega oczekiwanie, bo przecież oczekujemy na narodzenie Jezusa!




I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszą opowieść, ale już niedługo do Was wracam.
Dobranoc Kochani!
Iza

No comments:

Post a Comment

 

Followers

Popular Posts